Tag: nowy nabytek

  • Nowy nabytek: Ford Canada

    Nowy nabytek: Ford Canada

    Ford Canada to efekt odwiedzin w Muzeum Pancerne w Kłaninie. Miło było poznać osobiście Tank Huntera – prawdziwego pasjonatę! Dziękujemy za gościnę, poświęcony czas i dołączamy do #przybijVzTankHunterem!

  • Nowy nabytek:  Szlaban Forteczny

    Nowy nabytek: Szlaban Forteczny

    Dziś trafiła do nas prawdziwa perełka dla miłośników historii i muzealnictwa! Odebraliśmy forteczny szlaban przeciwpancerny, który Stowarzyszenie Profortalicjum pozyskało z miejscowości Nędza. To najlepiej zachowany egzemplarz tego typu w całym regionie.

    Podobne konstrukcje można znaleźć jedynie w kilku miejscach – jeden zachował się na przyczółku mostowym w Ciechowicach, po kolejnym przy Kanale Ulgi w Raciborzu pozostały już tylko szczątki, a czwarty niestety został skradziony kilka lat temu.

    Przekazany nam egzemplarz zyska nowe życie i już wiosną zostanie odpowiednio wyeksponowany w naszym muzeum.

    Serdecznie dziękujemy Profortalicjum za zaufanie oraz Irkowi Okoniowi za wszelką pomoc!

    Rano Przyjechaliśmy na Schron Miechowice po odbiór eksponatu, niestety, najbardziej zainteresował nas nowoczesny dźwig. Sprawa szlabanu zeszła na drugi plan..

    Obserwujemy załadunek zapory fortecznej. Od lewej Irek, Piotrek, Tomek
    Zachwyt Bosmana, widać jaki ma „zaciesz” Wprawdzie Szlaban to nie czołg czy korweta, ale dla ludzi znających temat to ogromna gratka.
    Nasz dźwig w Zabrzu: czekamy na transport ze Schronu Miechowice.
    Już Zabrze. „Zaporę” przywiozła nam firma Olmet z Tarnowskich Gór za co ogromnie dziękujemy.
    Naszym dźwigowym jest dzisiaj Piotrek.
    Rozpoczynamy rozładunek. Pierwszy, mniejszy element idzie do góry.
    To już jest kłopotliwy element. sześciotonowy kawał stali
    Przelot nad lampami w gęstwinie drzew nie jest łatwym wyczynem.

    Już stoi nasz szlaban forteczny wyprodukowany przed pierwszą wojną światową. Tego szlabanu podczas pierwszej wojny światowej nie mogły pokonać żadne stalowe potwory. To prawdziwy rarytas. Nawet my chyba jeszcze nie wiemy co mamy. Ale eksponat jest niesamowitą konstrukcją myśli technicznej i inżynierii.

  • Nowy nabytek: Gama Goat

    Nowy nabytek: Gama Goat

    Piotrek pokazał filmik i zdradził niespodziankę: Gama Goat miał zostać ujawniony dopiero po renowacji i odmalowaniu. To pojazd, o którym marzyłem, odkąd zobaczyłem go po raz pierwszy w programie „Militaria na Warsztat”. Wtedy był dla mnie dziwacznym, niezgrabnym pojazdem, ale z czasem jego surowy urok mnie urzekł.

    Zacząłem sprawdzać ceny – okazało się, że bez 120 000 zł nie ma co marzyć. Przeglądając portale w funtach i euro, zdałem sobie sprawę, że muszę poszukać w Polsce. Niestety, bezskutecznie. Zawód rósł.

    Pewnego dnia wpisałem w Marketplace frazę, którą już wielokrotnie próbowałem. I nagle – ogłoszenie: „Gama Goat na sprzedaż”. Sprzedawał go Marcin Bartczak z Military Monkeys. Napisałem na Messengerze i szybko dostałem odpowiedź: „Tak, aktualne. Tak, sprawny, odpala. Możesz obejrzeć, ale dopiero po 11 listopada.”

    Okazało się, że 18 listopada mam być w Olsztynie. To tylko 50 km zboczenia z trasy – decyzja była prosta. Po powrocie z Olsztyna zajechaliśmy obejrzeć pojazd. Na pierwszy rzut oka – cudo! Trochę do poprawienia, ale potencjał ogromny.

    Silnik? Odpalił bez problemu. Krótka przejażdżka? Marcin wsiadł i ruszył z Piotrkiem na testową jazdę. Ja zrezygnowałem – dopiero co zdjęli mi szwy po operacji, więc wolałem nie ryzykować. Po powrocie Piotrek był zachwycony – uśmiech na twarzy większy niż gdańska szafa, a komentarz mówił wszystko: „Nie wiem, ile Tatuś ma kasy, ale wart jest wszystkich pieniędzy!”

    Dodatkowo w zestawie była wyciągarka, nowe szyby, wały, krzyżaki, plandeki i sporo innych dodatków. Czas na negocjacje – szybka, konkretna rozmowa, bardzo korzystna dla mnie. Zaliczka, a reszta przy odbiorze.

    W drodze powrotnej Piotrek rzucił mimochodem: „Tatusiu, w środę mam transport w tamte okolice, wracam na pusto, można by załatwić przewóz i zmniejszyć koszty.” Biłem się z myślami – Marcin już i tak poszedł mi bardzo na rękę. W poniedziałek zadzwoniłem, trochę niezręcznie tłumacząc sytuację, ale nie zdążyłem skończyć, gdy Marcin odparł: „Nie ma sprawy, rozumiem. Niech chłopaki w środę przywiozą zaliczkę i podpisaną umowę, a pojazd można zabierać!”

    I tak marzenie stało się rzeczywistością!